niedziela, 25 kwietnia 2010

Kiedy milcze,to nie mowie.Taki juz jestem

13 marca pani moja opuscila nasze swinskie duo,by pod czujnym okiem swego ojca znalezc odtrutke na brazylijski problem narkotykowy.Co siez tym wiaze?otoz.Swinia pan opuscil Delhi(po raz 100tny),i ruszyl ku samemu krancowi,gdzie dalej sie juz nie da bo morze,i gdzie dalej sie juz nie da bo pustynia.
 
Po raz kolejny utwierdzilem sie w przekonaniu(pomimo niczym niezmaconej milosci do pani swinskiej),ze tylko samemu mozna dojsc tam gdzie nie dojdzie sie we dwoje,troje,czworo etc.)

Ruszylem wiec ku zachodowi gdzie bestyi rozmaitych wiele.Pierwszym przystankiem nie warte wiekszego mozolu pismienniczego,rybackie miasteczko DJU.
Tam wyszynkow alkoholowych wiecej niz mieszkancow,tam tez przygoda z bestyja indyjska przydazyc sie raczyla.Otoz Psowata gadzina atak od tylu przeprowadzila,i pana swinie w racice ukasila.Efektem czego,2 zastrzyki,trzesacymi sie rekoma 150letniego,gluchego dokto-RA.To tyle o Dju,bo po co wiecej.W Dju maja tez fort.
Nastepnie traktem do jednego z najswietszych miejsc(miasteczko PALITANA) wyznawcow Dzinnizmu(odlam hinduizmu),to ci ktorzy raz na jakis czas glodza sie na smierc by juz wiecej problemow z worem na kosci(czyt:cialem),nie miewac.Do kompleksu swiatyn(naliczyli ok 880)SHATRUNJAYA
,prowadzi 3600stopni,co daje ok 2km pod gore,co daje ok 2h w 40 stopniach.Co wynikiem zadnym jesli wziasc pod uwage tragarzy kursujacych w te i na zad z otylo-starymi pielgrzymami)
.W miasteczku owym przydazyla mi sie takze dzialalnosc edukacyjna(2 dni,3klasy angielski+geograficzny rys swiata).
 
Kolejny stop to DWARKA,i tym razem najswietsze miejsce na ziemi dla wyznawcow Krishny(Dwarkanath temple),tam tez miala miejsce druga przygoda
Otoz przy swiatyni poroznilem sie z mlodym fotografo-dorobkiewiczem(ci co przed roznego rodzaju znanymi miejscami turystom foto pstrykaja),mlodzian dostal w pysk co z kolei porozniolo mnie z policja chroniaca swiatynie.Skonczylo sie na tescie bambusowych pal,przeprowadzonych na plecach i nogach pana swini.Rezultatem czego bylo ok 6h na posterunku,z finalnymi przeprosinami dla pana swini,gdyz przekonalem te policyjne chuje,ze to oni mnie napadli,a ja chcialem tylko kontemplowac,naplotlem im bzdur w stylu ze juz rankiem powiadomie konsula kraju na PE(oczywiscie jezeli takowy w samolocie nie zdechl),o calym zajsciu i bedzie dym.Na to oni,ze przepraszaja,i czy uczte szanownemu swini szykowac.Powiedzialem,zeby sie odkurwili,i czas juz transport do hostelu uskutecznic.Rano wstalem,wyszedlem do recepcji po wode a tam 15 policjantow,3 samochody na zewnatrz,i gapia sie jak te krowy.Zapytalem co do chuja,a oni...,ze przejezdzali wlasnie i wpadli przypadkowo zobaczyc co u mnie,i zupelnie przypadkowo zapytac jeszcze,czym sie zajmowalem podczas wizyty w Pakistanie:):).ot przygoda aha hihihi na koniec wyjeli ksero paszportu jakiejs poluski ktora w tym samym czasie gdzis w Dwarce sie szwendala,i zapytali...czy maja ja mi przyprowadzic:):):).Ot hinduscy idioci(tak moi drodzy 99%hindusow to brudne-klamliwe-ignoranckie-skurwiele).Ot taka humorystyczna przygoda.

Po raz kolejny,w Dwarce,trafilem na kilka ceremoni pogrzebowych(w sumie to z premedytacja trafialem tam co wieczor,gdyz musze przyznac ,ze mam jakas transcendentalna slabosc do przemiany czlowieka w popiol,poza tym czyniacy obowiazki sadhu s czestowali wysmienita herbatka,a i bryza morza arabskiego milo koila goracy leb po calodziennym sloncu.
Teraz w koncu od kilku dni tam dokad zmierzalem,czyli region Kutch.Co gdzie i jak nastepnym razem,dzis tylko foto przedsmak tego co i kto tutaj w kolo.

ps;29tego udam sie na 10dni odosobnienia i milczenia do wioski Badah by tam podczas kursu medytacji milczec i widziec,a nie tylko gadac i patrzyc.
a na koniec deserek w postaci humoreski(mitologia wg Sulpicjusza),rzymskiego poety z koncowki i upadku rzymskiego imperium)
„Zeus cichcem wali w zady
Czy to nimfy, czy najady,
Czy syreny, czy menady,
Czy boginię, czy ziemiankę,
Czy dziewicę, weterankę -
Każdej olimpijską piankę
Wpuści z kuśki gromowładnej
Skrytojebca wiary dawnej”.
„Narcyz - dziwny to przypadek:
Chce swój korzeń pchnąć w swój zadek,
Więc naciąga go jak żmiję,
Co się wokół uda wije;
Dla miłości własnej gotów
Celem własnych być zalotów,
Cudzych się ogonów strzec,
W kółko kręcić się jak pies”.

kiedy milcze,nic nie mowie.Taki juz jestem





sobota, 10 kwietnia 2010

Zeby spasc trzeba wejsc.I vice versa.

Nasze malo excytujace duo wita w kolejnej odslonie programu z cyklu TO TU TO TAM SRAM SAM,w poddtytule NA OSLE NA OSLEP. 

Traktowac tu bedziem o pagorkach i niedoszlych tudziez niedojechanych,wysokosciowych gorach.Tym razem eskapada wygladala tak...

 
Wyruszylismy podmiejskim autosanem z Delhi do Dharamsali(12h),by po raz kolejny namaszczenia tudziez nauczania od tego na D pobrac.Co sie okazalo na miejscu,tego na D niema,ceny momo podskoczyly o ok 1pi(ze 3grosze),mlodzi tybetanczycy wygladaja jakby nigdy tybetanczykami nie byli,a mnisi mysla jak tu czasem za dupe zlapac i karmy nie popsuc.Poza tym wszystko bylo pieknie no ale ilez mozna.Po 2 dniach odeszlismy z Dharamsali i ruszylismy w 4h autobusowy trip do Dalhousie(swoja droga pierdoleni angielscy kolonizatoro-wojskowi ladnie sobie pofolgowali z nazwenictwem,ot ponazywali sobie miasta swoimi nazwiskami:).No wiec Dalhousie,nic ciekawego kilka widoczkow od chuja brudnych nowobogackich hinduso-obskuro-turystow,jedna wielce inspirujaca beznoga,bezreczna a na dokladke jednouszna malpka.Nic dodac nic ujac tylko 2dni i w nogi
Tym razem przez Chamba town,do BHARMOUR(6h,60km),mega wspinaczka autobusowa,wielkie kaniony i bardzo waska droga.Bharmour,bardzo male z zajebistym krajobrazem i brakiem typowych hinduskich brudaskow(ludnosc osiadla to seminomadyczne plemiona,seminomadyczne czyli w zimie z owco-swiniamy w doliny,w lecie w gory).Calkiem przyjemne miejsce.Po 3 dniach jednak musiala zaczac sie gehenna powrotu do...oczywiscie Delhi.Dlaczego?jak to?zapytac sie raczylem,sam siebie.Otoz swinia meska mial ruszyc w wysokie gory,by lazic,uciec od czlowiekowatych,kopac lopata dziury w sniegu itd itp.Z planow nici,gdyz na trasie poki co dostepne sa 3miasta i okolice tychze(co w zadnym stopniu swiniowatego nie satysfakcjonuje.Powodem oczywiscie przyroda-pogoda-przygoda.Po prostu wiekszosc drog otwarta jest od maja do sierpnia,inne miesiace niet i chuj.Sniegu po jaja zyrafy i przejscia nie ma(a zamiast lopaty mialem orzeszki)

No wiec co przyszlo swiniowatemu?powrot do Dalhousie,a potem...16 kurwo-godzin podmiejskim bez miejsca na nogi do...Delhi.Teraz w norze w Delhi,45stopni swinska odchodzi za moment(o tym jutro),a swinia knuje,wlasciwie to juz wyknul.14tego laduje Johnego Casha na uszy,pakuje sie w pociag,szuka stacji najblzej Rajhastanskiej tudziez Gudzaradzkiej pustyni i won zobaczyc jak to jest ponad 50stpni w cieniu:),a na dokladke poszukac sufi czarodziejow.

teraz kilka psow:
PS:wiecie,ze w indyjskiej czesci kaszmiru populacja muzulmanow to ok 95%,z okregowych wladz wykopani zostali hindusi i moca jednego z paragrafow konstytucji wladze moga sprawowac tylko muzulmanie.Ot taka ciekawostka.Przy okazji opowiem jeszcze anegdote z poczatku 2000r.Otoz pociagiem jechali hinduscy pielgrzymi,nie wiadomo co i jak pociag stanal w plomieniach,59 hindusow splonelo.Co sie stalo dalej?otoz hindusi nie namyslajac sie dlugo ustanowili,ze to muzulmanie podpalili drewno pod ciuchcia,w wyniku tej decyzji,zabili ni mniej ni wiecej tylko...2000 muzulman:).Ot jak to mowia akcja=reakcja.Aha a mialo to miejsce wlasnie w prowincji Gujarat.ot taka historka.
PS1:zmienilo sie prawo w Indiach otoz,nawet posiadajac 6miesieczna wize wielokrotnego wjazdu,opuszczajac indie(chocby w celu wizyty w nepalu),nie mozna wrocic wczesniej niz po 2 miesiacach(ot niby z powodu zagrozenia terroryzmem),jakze idiotyczne to nie bede sie wypowiadal.W kazdym razie i tak jest dobrze poniewazZYDOWSKIE OBRZYDLIWE DO GRANIC ROZSADKU LARWY GOWIENNE,nie maja prawa wjazdu przez...6miesiecy BUAHAHAHAHAHAHAHA.
PS2:Sluchajcie mam info.Za ok miesiac wracam sam w himalaje,tzn plan jest na ok 3tyg,moze miesiac,a moze i...Ruszam z Manali w stanie Himachal pradesh,potem rejony dolin Spiti i regionu Lahaul,nastepnie dalej polnoc w kierunku prowincji Ladakh i miasta Leh,potem w lewo przez przelecze na wys ok 5200mnpm,w strone zachodnia ku prowincji Jammu&Kashmir,tam bujanka po wysoko zawieszonych wioskach,nastepnie miasta Kargil,Srinagar i pociag do Delhi(+w miedzyczasie 38km eskapada nozna pod swieta gore Kailash)+mam jeszcze 2 kwasiki:)
WIEC!!!! ktos z was ma potrzebe miesiecznego urlopu?Mysle,ze bilet w te i nazad to max 400 funta+max7funta dziennie(zawyzony max).Jesli nie wiecie o czym mowa,wpiszcie nazwy w net i pojawia sie obrazki(moze lepiej nie wpisujcie,no bo po chuj jechac jak juz bedziecie wiedzieli jak jest:)).Polecam wyprawke jeszcze z innego powodu,w ciagu miesiaca bedzie okazja poznac 3 religie
Jammu&Kashmir=Islam
Himachal pradesh=Hindus
Ladakh=Buddyzm
PS3.Lechowi Kacz i jego swicie,z okazji smierci,zycze powtornych narodzin jako homoseksualisci i lesbijki w POLSCE.Tak im dopomoz BUB.

niedziela, 28 marca 2010

UNDERFIRE GALLERY - 23.03.10 - Jaipur (Rajhastan)

Po raz kolejny wiesci z przeszlosci prezentowane w terazniejszosci,przeczytane w przyszlosci.Po gonitwach z golodupcami tym razem gonitwy z malpami,w Rajhstanie czyli stanie radzow i mahow.

Tygodniowa wizyta przebiegla pod znakiem penetrowania sredniowiecznych fortyfikacji,palacow i zamczysk,w ktore Rajhastan obfituje.Musze przyznac,ze i naszej zalodze udalo sie podlapac ducha fantastycznych sredniowiecznych mordobic,zdobywania-obrony fortow,I uganianie sie za malpami(no ok przyznam,ze uganiania sie nie bylo gdyz malpowate maja wszystko i wszystkich w zadach.(prawde powiedziawszy co za roznica,swieci golodupcy w hadriwarze,czy swiete malpy w malpich swiatyniach,tu golodupce i tam golodupce,a obie grupy chca tylko twoich bananow.W kolonii gipsich w Jaipurze,pokazalismy sie z ufgallery,calkiem przyjemnie,zdjecia wisialy w okolicznosciowej klasie,w ktorej na codzien nie co dzien, dzieciaki ucza sie gry na harmoszkach, sitrach, bebenkach.



Ze smieszniejszych przygod,to zlodziejskie kurwy dobraly sie nozem do plecaka pani swinskiej,nie wiemy nawet jak i gdzie,musieli byc dobrze wyszkoleni gdyz swinska nosila plecak na przedniej czesci ciala,a mimo to skubneli portfelik. Teraz po raz milionowy delhi i planowanko nastepnego kroku,co wymyslimy opowiemy.


ps1.
Na foto efekt polaczenia dwoch czynnikow ktore laczone byc nie POWINNY!!!! Nazwania przypadkowo pani swinskiej internacjonalna prostytutka,w momencie w ktorym trzymala nozyczki w rece:):).


ps2
Jak jeszcze raz jakis ciapaty skurwiel zapyta czy jestem z Izraela, posadze mu Mawache i wydlubie oko przy pomocy koko.




ps3
Z ekonomicznych wiadomosci,skonczyla mi sie waznosc plastikowej karty do wsadzania w dupe maszynom sluzacym do wysrywania papierkow z numerami.Nowa karta w panku w b-londynie a u swinskiej mordy w kieszeni 10 funtow:):).


ps4
Ten zasrany blog plata mi kurwa figle i zmienia ustawienia strony,zdjec textu i chuj mnie strzela powiem szczerze..

ot co



DE NON TOLERANDIS JUDAEIS


 

sobota, 20 marca 2010

KUMBH-MELA 15.03.10-Haridwar: Na swiecie swietych od swieta, a zebrakow na co dzien.



Wczoraj powrot z Haridwaru(tzn tydzien temu dzis 20.03.10,noca ruszamy popyrkac po Rajastanie).Ruszylismy 14tego ok pld(autobus mial jechac 6h jechal 9),trasa Delhi-Haridwar.Dobilismy ok21.Tam miliony humanoidow,czekajacych na otwarcie glownej lazni,gdzie zamoczyc w gangesie raczyc sie trzeba by grzech odpuscic zechciano.Napomkne,ze wiekszego religijnego swieta swiat nie widuje i nie widzial.Kumbh-mela trwa ok 3miechy,ale glowne oczyszczanko ma miejsce,tylko kilka razy,
wtedy wlasnie na jeden dzien wjezdzaja wyzej wymienione miliony.Glowna laznia czyli Har-ki-pairi,otwarta zostala 15tego o 2rano(zamknieta dla motlochu o 8rano),nastepnie juz tylko swieci czyli Sadhu-golasy,figlowac w matce ganges moga,reszta podmywa sie gdzie popadnie.Ze swinska przekimalismy gdzies na kamieniach nad rzeka potem,ok 5rano ruszylismy z tlumem(pamietajac,ze ostatnio podczas rozdawania jedzenia w jednej ze swiatyn hindusi tratowali siebie na wzajem,zabijajac 63osoby),a ze bylo tam ok 200osob,a tu kilkanascie milionow i dla wielu najwazniejsze swieto w zyciu,zerkalismy w kolo czy nie widac pewnych znamienitych dla tlumu hindusow oznak szalenstwa:).W polowie drogi do mega lazni odpuscilismy jednak marsz gdyz sie znudzilismy,i ruszylismy w miasto szukac golodupcow i herbaty.
Udawalem,ze jestem sadhu z chin,przez co kilka razy wlezlismy tam gdzie bysmy nie wlezli gdybym byl turysta z polski.Posiedzielismy wiec w swiatyni gdzie golodupcy zbierali sie,by ruszyc na podmywanko.Przyznam,ze nie mialem sily na fotosy,co zaowocowalo brakiem fotograficznych ciekawostek(widzialem jednak kilkadziesiat dziennikarskich skurwysyno-hien wiec jak chcecie zobaczyc super foty super sadhus palacych super trawke i buchajacych dymem jak lokomotywy to pewnie jest ich kilkadziesiat gdzies na necie.Polazilismy wiec ze swinska pogapilismy sie,myslalem o wystawie ale ponownie nie mialem sily:).
ok 12tej nie wpuscili nas do Har-ki-pairi,wiec wolym krokiem ruszylismy w ktoras ze stron by powoli zwinac zagle,mielismy jechac autobusem ale po drodze minelo nas ok 20 milionow ludzie zmierzajacych wlasnie na autobus wiec zaryzykowalismy pociag.W co nie wierze do teraz udalo sie znalezc mini miejsce na ziemi,i po 7h znowu w Delhi.

PS:Ostatnie i najwazniejsze podmywanko jakos w polowie kwietnia,tym razem jeszcze wiecej ludzi itd.Wrazie mega nudy w  Lond,kupcie bilet do delhi na ok tydzien(300funta),pojedziemy sobie posiedziec kilka dni,jest naprawde w deche.Miasteczko namiotowe cos jak 10razy With full force(kto byl ten wie),tony bakanka i atmosfera na kwasik pierwszorzedna.Pakujcie klapki i kanapki i wpadajcie to damy w czambul z golodupcami:).
ps1:pani swinska sie wkurwila bo ozartowalem ja,ze z Siliguri do Delhi podroz bedzie trwala 13h a trwala...33:):):).ot co
ps2: ziomkowie bracia mili dajcie jakies wiesci z miasta na EL.Wszyscy zyja,wszyscy sraja,wszyscy cpaja wszyscy graja?


środa, 10 marca 2010

po pakunku,nie po plecaczku...

Przygoda autobusowa,taka typowo indyjska.Kupujesz bilet na autobus jadacy do celu 11h(z Tezpur do Siliguri)Pojazd rzecz jasna semi sleeper DE LUX.Nastepnie okazuje sie,ze nasze miejsca to laweczka z dywanikiem a za plecami,2 metalowe prety sluzace jako oparcie.Wszystko to w kabinie kierowcy+8osob doroslych ugniecionych ludzkim tetrisem+1szczenie rodzaju ludzkiego cierpiace prawdopodobnie na malarie.Oczywiscie 11h okazalo sie prawie 20h(ale o tym nie wspomne gdyz to normalne).W skrocie ostatnie dni bez wiekszych przygod fiziycznych za to od chuja duchowych.Wiele wizyt w Buddyjskich klasztorach,kilka slow z uchodzcami z Tybetu w Darjeeling.Poza tym niekonczaca sie uczta duchowa.
Pani swinska nie jest w stanie jesc rzeczy ostrzejszych niz jablko,a w indiach nawet w wodzie z kranu mozna znalezc CHili:).Na szczescie siedzimy w stanie Sikkim,czyli regionie mocno zdominowanym przez Tybet,co za tym idzie zupelnie nie ostre pierozki MOMO do papy.Aktualnie w Gangtok(wrocilismy z wizyty w Rumtek),siedziby 17 karmapy(drugi po D.Lamie).Teraz siedzimy w pokoju i kradniemy internet.Troche sie smucimy gdyz wydalismy 1funt20pi na 300grm sera.Za wielki pokoj z goraca woda placimy 2funty i 30pi(ok 1funt i15pi na os:).Mielismy odwiedzic Tsongo lake,ale dzieki temu,ze to ok 18km od granicy z Tybetem,wiec i pozwolenie wymagane.W biurze wydac nie chca wiec przez turystyczna agencje,a co za tym idzie zamiast w rypiach to w dolarach myto uiscic trzeba.Odpuscilismy wiec Tsongo lake(wpisujemy w gugel nazwe+images,i tak jakbysmy byli wlasnie nad Tsongo lake:).Jutro na luzie,wizyta u znajomych mnichow z Namgyal Institute of Tibetology i z klasztoru Do-Drui Chorten,kilka foto duzo rozmow itd.Z ciekawostek wiecie,ze jedna z sekt tybetanskiego buddyzmu,zezwala mnichom na ozenek.Nazywaja sie Njigma,a brat papieza gwalcj dzieci.Ot co
W czwartek ruszamy na moment do Delhi(tam postaram sie o pozwolenie na bujanke po stanie arunachal pradesch),i jak da rade podgnoimy do Hardiwaru poogladac golodupcow na swiecie KUMBH-MELA(4 miejsca w Indiach,co 3 lata w innym,co daje wiec co 12 lat w tym samym).Jak los sie potoczy tego jednak nie wie nikt i pstryk.

ps:Kiedy spotkalismy tego pana,pomyslalem,ilu osilkow z zachodniej polkuli potrzeba do przetargania tego typu pakunku:)...
a potem pojawili sie ci dwaj mosci panowie,a potem to sie obrazilem i stwierdzilem,ze podrozowanie z plecakiem jest dla dzieci:)

ps1:Pozdrowienia dla wszystkich zniewiescialych travelersow.Prawdziwych mezczyzn poznaje sie po pakunku:),a nie po firmowym plecaczku.

sobota, 6 marca 2010

UN-HOLI



Czas na doniesienia z kraju na I.Rozstalismy sie z wami tydzien temu w Tezpur(Assam,pln wsch indie),plany byly srakie a zrobily sie takie.Mielismy byc w Tawang Monastery(stan Arunachal pradesh) pod granica chinska,bhutanska a jestesmy w Darjeeling(stan West Bengal) niedaleko granicy nepalskiej i chinskiej.Jak do tego doszlo dowiecie sie juz za kilka sekund.Brytyjczycy w latach 40 zakazali poruszania sie po wiekszosci stanow znajdujacych sie w rejonie dzialan separatystow pln-wsch Indii
poruszanie sie bez pozwolenia jest mozliwe w stanach:Assam,Tripura,Meghalaya.Miejsca te sa w miare bezpieczne do odwiedzenia,w pozostalych separatysci ciagle walcza o uznanie niepodleglosci stanow pln-wschodnich(nie jest to az takie dziwne jak zerkniecie na mapy,i historie owego regionu).
Stany po ktorych tylko z pozwoleniami i najczesciej w grupie minimum4:Ngaland,Arunachal Pradesh,Mizoram,Manipur.Pozwolenia kosztuja ok 50 usdol,i najlatwiej postarac sie o nie w delhi.Inna opcja to juz na miejscu travel agency i ok 60 funtow na glowe.Wyladowalismy wiec podczas swieta HOLI,w Tezpur z wizja,ze w hindustanie wszystko da sie na lewo:),nie dalo sie wiec zamiast czekac 3 dni postanowilismy pojechac do Bhutanu(do 2005 jedno z bhutanskich miast oferowalo wjazd bez wizy na 24h)i tam przycelebrowac urodziny pani swinskiej.Sprawdzajac ostatnie wiadomosci okazalo sie,ze jak wyzej od 2005 nie jest to wiecej praktykowane.Co pozostaje to wiza do Bhut(koszt 20dolc),i nie jest to problem,jednak dzienne oplaty to ok 240 USDOL od osoby w wypadku grupy mniejszej niz 4.To juz jest problem:).W sumie to i dobrze zostawmy  kingdom ofBhutan w spokoju,najdluzej jak sie da.Z urodzin w Bhutanie lipa a jako,ze pani  swinskiej nie przypadla opcja urodzin na sloniu w Kaziranga national park,postanowilismy zapakowac sie w autobus by po lacznie ok 24h podrozy(autobus+jeep 4h)dojechac do Darjeeling i wsrod mnichow,gor,klasztorow przycelebrowac narodziny swinskiej pani(notabene jest 8rano,pani swinska kladzie tapete na ryjek gdyz stwierdzila ze w urodziny chce poruszac sie wraz z wytapetowana twarza na cacy).Jako,ze limit to 500slow nie jestem w stanie dogonic rzeczywistosci,wiec zostawie was jeszcze na moment w przeszlosci i jutro postaram sie dogonic.W kazdym razie bedzie o przekrecie w autobusie,i kilku innych nie mrozazych krwi w zylach przygodach.
ps:smucimy sie kolejna domowa przegrana naszej grupy artystycznej EWIKCJA.
pozdro669.

czwartek, 25 lutego 2010

AJPOD,MEMORYSTIK,TERMOS!!! a sprawa Marcela Duschampa

No i stalo sie, po kilku kolejnych pijackich skowytach,pracowniczych zapedach i prognozowaniu przyszlosci nieprognozowalnej,w londynskiej rzeczywistosci ekonomoimigranta ,nasza 2osobowa zaloga ruszyla w kolejny boj.Wszystko potoczylo sie jak to bywa w polowie niezgodnie z planem.Pamietacie?(ci co pamietaja),jak to grzmialem,ze poniekad to lubie sraczke i nie mam nic przeciwko przeczyszczaniu pana wedliny co jakis czas?,pamietacie jak ostatnio exkrementowalem z mieszanina(kubek wody po ogorach kiszonych+kefir ukrainski+sok z burakow?owszem lalo sie z dupy jak z przyslowiowego szlaucha,no ale co z tego jak tylko raz i bylo po zabawie.Tak wiec pan los postanowil splatac malego psikusa swinskiej mordzie,i w Delhi obdarzyl nasza pare najwieksza SRAKA nowozytnej europy.Musze przyznac,ze jestem gleboko zaskoczony wrecz wstrzasniety,mozliwosciami produkcyjnymi pana wedliny!!!w minute po wstaniu z nad dziury(przypominam,ze indie to znana juz nam zasada dziury i lewej reki),pan organizm produkowal dokladnie ta sama ilosc cieczo-zupy wylatujacej z dupy.Bylo w tym cos magicznego cos zniewalajacego,a cisnienie tegoz cuda?ah cos pieknego.Musielismy dobyc z pania swinska osobnych pokoi gdyz czasu na zmienianie sie nad dziura nie bylo:).


Szok,czysta niczym nie zmacona dziura M.Duschampa:),w wersji pana swini,a dokladniej pana dupy pana wedliny pana swini.

Poza tym...wyprawa jeszcze w powijakach,dzis po 42godzianch jazdy przybylismy do miasteczka Guwahati(pln-wsch indii).Siedze w mikro pokoju gapie sie na makro karalucha,pani swinska siedzi nad dziura obok i twierdzi,ze nie moze sie wysrac jak stercze obok.Coz, kobiety maja te swoje dziwadla(powiedzialem,ze naloze sluchawki na uszy coby ukoic skolatana kobieca odbytnice,oczywiscie nie naloze,ot taka moja polisa na przyszlosc,jak przyjdzie jej do glowy zamienic mnie na inny model,miast plakac bede sobie przypominal te wszytkie sraczki,baki,pierdniecia:):),ksiezniczki z wygladu a na dobrej sraczce te piekne dupy tak samo wierzchem jak nasze meskie jezdza

Kacik naukowy:zaobserwowalem,ze hindusom w pociagu zaczyna odpierdalac amba zakupowa po ok 39godzine podrozy.Przez cala podroz zadowalali sie jedzonkiem i nagle jak nie jebnie zakupowym szalenstwem!kupowali wszystko:latajace koce,organki,torby,chodzace 15centymetrowe plastikowe muchy no i oczywiscie AJPODY,MIKROSTYKI,TERMOSY(tak dokladnie pokrzykiwali sprzedawcy w pociagu hinduskim angielskim:):).
ot co,wkrotce ruszamy ku...zreszta sami zobaczycie:)
ps:big pzdr dla crew i big smutek wiadomo dla kogo,pomyslimy nad zywotem u mnichow buddyjskich i poprosimy o dobre nowe narodziny.3maj sie bratku GZ